wtorek, 24 lutego 2026 15:15
Reklama
Reklama
Reklama

Co dzieje się z turbiną po 25–30 latach? Fakty o demontażu, które rzadko padają w dyskusji

Jednym z tematów, który regularnie wraca przy okazji rozmów o energetyce wiatrowej, jest pytanie o przyszłość turbin po zakończeniu ich pracy. Co stanie się z instalacją po 25–30 latach? Kto ponosi koszty jej demontażu? I czy grunt faktycznie wraca do właściciela w stanie umożliwiającym dalsze użytkowanie?
  • Źródło: materiały prasowe
Co dzieje się z turbiną po 25–30 latach? Fakty o demontażu, które rzadko padają w dyskusji

Autor: materiały prasowe

Źródło: Materiały prasowe / Commplace

Choć wokół tego zagadnienia narosło wiele obaw i mitów, procedury obowiązujące w Polsce są jasno określone, a scenariusz zakończenia eksploatacji jest elementem projektu już na etapie jego planowania.

Demontaż nie jest opcją – to obowiązek inwestora

Elektrownia wiatrowa nie jest instalacją „na zawsze”. Każda turbina ma określony cykl życia, który kończy się po kilkudziesięciu latach eksploatacji. Zgodnie z obowiązującymi przepisami oraz zapisami decyzji administracyjnych, obowiązek demontażu instalacji spoczywa na inwestorze, a nie na gminie czy właścicielu gruntu.

Dodatkowo, okres życia turbiny przy jej odpowiednim serwisowaniu, może być dużo dłuższy niż okres dzierżawy i turbina, przy obopólnej zgodzie i zawarciu nowej umowy z właścicielem gruntu - może być dalej eksploatowana.

Już na etapie przygotowania inwestycji określa się:

  • zakres demontażu,

  • sposób postępowania z elementami turbiny,

  • zasady przywrócenia terenu do wcześniejszego sposobu użytkowania.

W praktyce oznacza to, że zakończenie eksploatacji jest formalnie zaplanowane, a nie pozostawione przyszłym decyzjom.

Co dokładnie jest demontowane?

Proces demontażu obejmuje:

wieżę turbiny,

gondolę i łopaty,

instalacje elektryczne i towarzyszące,

fundamenty, które są usuwane do określonej w dokumentacji głębokości.

Po zakończeniu prac teren jest rekultywowany, a grunt może wrócić do użytkowania rolniczego lub innego, zgodnego z lokalnymi ustaleniami. Właściciel ziemi nie pozostaje z infrastrukturą ani kosztami jej likwidacji.

Recykling zamiast porzucenia

Jednym z częściej powtarzanych mitów jest przekonanie, że turbiny wiatrowe po zakończeniu pracy stają się trudnym do zagospodarowania odpadem. Tymczasem większość elementów turbiny nadaje się do ponownego wykorzystania lub recyklingu.

Elementy stalowe i metalowe trafiają do hut i zakładów przetwórczych.

Przewody i komponenty elektryczne są odzyskiwane zgodnie z obowiązującymi 

normami.

Technologia recyklingu łopat, choć najbardziej wymagająca, jest dziś standardowym elementem rynku OZE i stale się rozwija.

Demontaż turbiny wiatrowej jest więc procesem technicznym i logistycznym, a nie problemem środowiskowym pozostawionym bez rozwiązania.

Scenariusz zakończenia eksploatacji jest elementem projektu od samego początku. Demontaż i przywrócenie terenu do użytkowania to obowiązek inwestora, który musi być zaplanowany zarówno formalnie, jak i organizacyjnie. Wynika to zarówno z przepisów prawa jak i bezpośrednio wpisane jest w treści umów dzierżawy z właścicielami gruntów – podkreśla Kaja Sawicka, Dyrektor Projektów OZE w EnercoNet.

Skąd biorą się obawy?

Wątpliwości dotyczące demontażu turbin często wynikają z:

  • braku wiedzy o tym, że scenariusz likwidacji jest wpisany w projekt,

  • mylenia nowoczesnych instalacji z dawnymi, pilotażowymi rozwiązaniami sprzed lat,

  • obaw, że koszty zostaną przerzucone na samorządy lub właścicieli gruntów.

W praktyce inwestorzy są zobowiązani do zabezpieczenia procesu demontażu na etapie realizacji projektu – zarówno formalnie, jak i finansowo. To element odpowiedzialności, bez którego inwestycja nie mogłaby zostać uruchomiona.

Co po 25–30 latach? Kilka możliwych scenariuszy

Po zakończeniu okresu eksploatacji istnieją dwie podstawowe możliwości:

  • Najbardziej prawdopodobny tj. modernizacja lub repowering, czyli zastąpienie starej turbiny nową – wyłącznie po przejściu pełnej procedury administracyjnej od początku.

  • Pełny demontaż i rekultywacja terenu.

  • Każdy z tych wariantów wymaga odrębnych zgód i nie może być realizowany automatycznie.

Energetyka wiatrowa – podobnie jak każda infrastruktura techniczna – wymaga planowania nie tylko początku, ale i końca inwestycji. W Polsce ten etap jest jasno uregulowany, a praktyka rynkowa pokazuje, że demontaż nie jest „niewygodnym tematem”, lecz standardowym elementem cyklu życia instalacji.

Co istotne, bez zaplanowania pełnego cyklu życia inwestycji – w tym sposobu likwidacji instalacji i przywrócenia terenu do pierwotnego stanu – inwestor nie uzyska decyzji środowiskowej (DŚ) ani pozwolenia na budowę (PnB), które są niezbędne do realizacji projektu.

To oznacza, że kwestie demontażu i rekultywacji nie są dobrą wolą inwestora, lecz wymogiem formalnym. Z perspektywy właściciela gruntu kluczowe jest jednak to, aby zapisy umowy precyzyjnie określały zakres odpowiedzialności, terminy oraz zabezpieczenia finansowe na wypadek zakończenia działalności.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu kwidzyn1.pl z siedzibą w Tczewie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Komentarze

Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: Harry PotterTreść komentarza: A ten łe. Na zdjęciu co się tak napompował . Pajacowanie w mundurze. Jeszcze to te ze Sztumu porazkaŹródło komentarza: Panują mrozy, ale tafle lodu na rzekach i jeziorach mogą być cienkie. NIE RYZYKUJ!Autor komentarza: Schlomo UbermannTreść komentarza: Ale przypał. Chyba nie wypłaci się do końca życia. No ale tak kończą frajerzy.Źródło komentarza: ZOBACZ [WIDEO] !!Ujawnienie kokainy wartej 5 mln zł efektem pracy trzech służb mundurowychAutor komentarza: haniaaTreść komentarza: tak o zsrowie trzeba dbać .... Produkty z konopi są mi naprawdę bliskie – i to nie tylko z ciekawości, ale przede wszystkim z własnego doświadczenia. Moja przygoda zaczęła się od bólu kręgosłupa, który towarzyszył mi praktycznie codziennie. Z początku ratowałam się klasykami – ketonal, inne przeciwbólowe – niestety, żołądek długo tego nie wytrzymał. W pewnym momencie bolało mnie już nie tylko plecy, ale też brzuch, dosłownie po wszystkim. Zaczęło się błędne koło – ból, stres, napięcie. Lekarze zaczęli mówić, że pewnie "sama sobie to nakręcam", że to psychosomatyka. Czułam się bezsilna. I wtedy – zupełnie przypadkiem – kuzyn dał mi namiar na Konopną Farmację z Poznania. Po rozmowie z panią farmaceutką dostałam polecenie: olej CBD 5% dekarboksylowany, 3 razy dziennie po 5 kropli. Do tego dorzuciła maść laurową z olejem konopnym, eukaliptusem i propolisem – cudo na ból pleców! Ale to nie wszystko – zaczęłam pić napar z passiflory i łykać olej z czarnuszki na żołądek. Efekt? Jakby ktoś zgasił ogień, który palił mnie od środka. Ból pleców się wyciszył, żołądek odetchnął, a ja zaczęłam normalnie funkcjonować. Coś, co wydawało się beznadziejne, zaczęło mieć sens. CBD naprawdę mi pomogło – nie jako cudowny lek na wszystko, ale jako realne wsparcie, które dało mi ulgę i spokój. Jeśli ktoś z Was się waha, polecam z serca – ale zawsze z głową i najlepiej po konsultacji z kimś, kto zna się na rzeczyŹródło komentarza: 7 kwietnia 2025 r. - Ważny dzień w kalendarzu. Światowy Dzień ZdrowiaAutor komentarza: DominikTreść komentarza: Proszę rodzinę osoby zmarłej o kontakt, przekażę przydatne informacje tel. 664694990Źródło komentarza: Na drodze zginął 59-letni motocyklistaAutor komentarza: ZuziaTreść komentarza: Bo książki, zwłaszcza kryminały to emocje. Po to są l. Szkoda, że zapominamy, że jest jeszcze druk i papier tylko gapimy się w te ekrany i scrollujemy shitŹródło komentarza: Zabezpieczono pięć automatów do nielegalnych gier hazardowych
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama